TTIP

Transatlantyckie Partnerstwo w Dziedzinie Handlu i Inwestycji (Transatlantic Trade and Investment Partnership, w skrócie TTIP) to umowa handlowa negocjowana od 2013 roku pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Choć w naszym kraju nie słyszy się o niej zbyt wiele, jej przyjęcie może mieć istotne skutki dla wielu z nas. O co w niej chodzi?

W Polsce negocjacje dotyczące umowy TTIP nie zyskały – jak na razie – szerokiego oddźwięku społecznego, co odróżnia nas zdecydowanie od krajów Europy Zachodniej (a także np. od Czech). Społeczeństwa tych krajów domagają się zaprzestania procesu negocjacyjnego, choć w obecnej chwili nic nie wskazuje jednak na to, aby żądania te miały odnieść skutek. Przeciwko czemu organizowane są protesty?

Czym jest TTIP i dlaczego budzi kontrowersje?

Kontrowersje wokół projektowanej umowy dotyczą przede wszystkim faktu, że negocjacje posiadają charakter tajny. Komisja Europejska co jakiś czas podaje zdawkowe informacje na temat przebiegu obrad, jednak w rzeczywistości opinia publiczna nie ma żadnego wglądu w decyzje, które będą dotyczyć nas wszystkich. Wiadomo już bowiem, że projekt TTIP posiada zapisy wpływające na rynek pracy, bezpieczeństwo żywności czy też ochronę danych osobowych.

Oficjalnie mówi się, że negocjowana umowa zakłada głównie zniesienie barier celnych między UE a USA oraz poprawę konkurencyjności małych i średnich przedsiębiorstw. Niezależni obserwatorzy – zwłaszcza europejscy – zwracają jednak uwagę, że w centrum rozmów stoją od samego początku lobbyści korporacyjni, a TTIP będzie tak naprawdę narzędziem presji wywieranej przez ponadnarodowe koncerny na rządy państw.

Najbardziej radykalni krytycy TTIP mówią wręcz o zrzeczeniu się przez Unię suwerenności doktrynalnej i uzależnieniu europejskich społeczeństw od interesów korporacji.

Co zakłada TTIP?

Z racji tajności negocjacji trudno powiedzieć, co dokładnie znalazłoby się w umowie. Niewątpliwie przeczytalibyśmy w niej zapisy o wprowadzeniu niskich ceł, ale także – na przykład – punkty umożliwiające korporacjom zaskarżanie decyzji poszczególnych państw do arbitrażu (a nie do sądu) oraz odbieranie z tego tytułu wielomilionowych odszkodowań. Krytycy TTIP alarmują, że takie praktyki bardzo opłacą się koncernom, natomiast dla podatników (czyli zwykłych ludzi) mogą być wyłącznie wielkim obciążeniem.